28 lip 2026, 17:27 · Oficjalny profil X @MagdaBiejat
X
Wystarczy spojrzeć na skład TK orzekający ws. transkrypcji - Święczkowski, Piotrowicz, Sych - żeby wiedzieć, że im nie chodzi o żadne prawo, a o partyjny przekaz i ideologię. Rozporządzenie ministra cyfryzacji wejdzie w życie bez względu na opinie nielegalnego Trybunału.
255
40
254
24,8 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
26 lip 2026, 11:47 · Oficjalny profil X @MagdaBiejat
X
Państwo ma służyć Wam. Bez względu na to, czy chcecie kupić mieszkanie na kredyt, czy wynajmować od gminy, czy uważacie aborcję za prawo człowieka, czy nie, czy macie dzieci, czy nie. @__Lewica takie państwo chce budować. Szanując Waszą wolność wyboru. Dla Was, nie przeciwko Wam.
Wpis ze zdjęciami
88
18
86
5183 wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
13 lip 2026, 10:26 · Oficjalny profil X @MagdaBiejat
X
A może by tak zacząć od siebie i przestać napuszczać ludzi na Ukraińców? Polecam tę rewolucyjną metodę.
Pewnie pan redaktor nie skorzysta, bo dużo fajniej się klika wzywanie do linczu.
978
59
295
165,4 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
3 lip 2026, 10:59 · Oficjalny profil X @MagdaBiejat
X
Odpartyjnienie warszawskich spółek to za mało. Prawdziwą przechowalnią są ZGN-y i inne jednostki miejskie. Bez ich oczyszczenia i odwołania wiceprezydenta Tomasza Menciny odpowiedzialnego za spółki w Warszawie nic się nie zmieni.
67
12
56
13,6 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
23 mar 2026, 11:41
X
W związku z wizytą prezydenta Nawrockiego na Węgrzech zastanawiają mnie dwie rzeczy: jakie polskie interesy realizuje wizyta u proputinowskiego Orbana na ostatniej prostej kampanii i czy to spotkanie również zostanie zrelacjonowane przez węgierski MSZ dla Ławrowa?
173
37
67
8611 wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
12 mar 2026, 19:55
X
I to jest ta słynna ojkofobia. Zdaniem Prezydenta lepsze są zakupy w Korei i USA, niż polski program zakupu zbrojeń stworzony przez polskich generałów. Stara dewiza „na kolana i do Amerykana” wciąż w mocy.
3901
292
598
71 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
4 mar 2026, 16:34
X
Pan Prezydent sobie z nas robi głupie żarty. Przy okazji krytyki SAFE zachwala zakupy w USA i Korei. Czy nikt w Pałacu nie zorientował się, że Trump topi właśnie swój arsenał w Iranie? O koreańskich dealach ministra Błaszczaka szkoda już nawet gadać.
1378
187
348
33,7 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
18 lip 2025, 08:00 · TOK FM
Wywiad
18 lipca 2025
Najlepsze prawo nic nie zmieni, jeśli lekarze nie zmienią stosunku do kobiet. Pacjentka, której zdrowie i życie jest zagrożone, powinna otrzymać pomoc. To nie powinno podlegać dyskusji. W centrum trzeba postawić jej prawo do decydowania w oparciu o pełnię informacji.
Od 30 lat lekarze są bezkarni. Nie zawsze to przekonania religijne. Czasem komfortizm: nie chcą problemów. Trochę im się trudno dziwić. Ale Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników idzie w kontrze do praw kobiet, oddala od siebie odpowiedzialność za wytyczne. Naczelna Izba Lekarska opieszale broni tych, którzy kobiety wspierają i którzy muszą mierzyć się z najazdami faszystów na kliniki.
Nie uciekam od odpowiedzialności. Biorę współodpowiedzialność. Potrzebne są konkretne wytyczne prokuratora generalnego, wytyczne towarzystw lekarskich, program szkolenia. Ostatecznie na końcu wykonać to musi lekarz. Będziemy dalej pracować, żeby realnie pomóc kobietom.
Od miesięcy rząd zajmuje się personaliami, a nie ma przestrzeni i gotowości do rozmawiania o sprawach programowych. O kierunkach strategicznych. O tym, gdzie chcemy widzieć Polskę. Ustawa mieszkaniowa utyka na biurku premiera na wiele tygodni. Podniesienie zasiłku pogrzebowego — projekt, który nie powinien być problematyczny.
Rekonstrukcja personalna, na którą ja jestem, powinna być wypadkową namysłu strategicznego. Gdzie Polska ma być za dwa lata. Zmiana jednego lidera nie zmieni w całości polityki rządu. Sprowadzanie polityki do tego, czy ktoś lubi Donalda Tuska, czy się go boi, nikogo nie prowadzi. Zamiast rozmawiać o zdrowiu psychicznym młodych, rozmawiamy o personaliach.
Konieczne jest przekształcenie mediów publicznych w prawdziwie publiczne, w których większą rolę będą mieli obywatele.
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
20 maj 2025, 12:02
X
W I turze lewicowi wyborcy pokazali, że należy się z nimi liczyć. Ponad 2 miliony z Was poszły do wyborów, głosując za rozwiązaniem kryzysu mieszkaniowego, solidarnym państwem, za prawami kobiet.
Spotkałam się z Rafałem Trzaskowskim. Przekonałam go, że czas dopłat do kredytów się skończył. Zamiast tego samorządy muszą dostać większe środki na budowę mieszkań na wynajem.
Zobowiązał się, że pod jego patronatem zaczniemy naprawiać finansowanie ochrony zdrowia. Liberalizacja prawa do aborcji i ustawa o związkach partnerskich pozostają dla nas ważne.
Karol Nawrocki stanie na drodze do tych postulatów. Oddam swój głos na Rafała Trzaskowskiego.
3801
606
968
284,3 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
19 maj 2025, 17:26
X
Dziękuję za każdy z 829 361 głosów. Naszych spraw nie można odkładać na półkę: legalna aborcja, sprawna ochrona zdrowia, mieszkania dostępne dla zwykłych, pracujących ludzi. Potrzebujemy Lewicy, która nie boi się Brauna, Mentzena i Nawrockiego.
1100
68
506
150,1 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
18 maj 2025, 20:30
X
Kochani — dziękuję za wszystkie Wasze głosy. Dziękuję wszystkim, którzy powiedzieli, że pierwszy raz mieli na kogo głosować. Dziękuję za głosy za równą i bezpieczną Polską; za dostępnymi mieszkaniami, sprawną ochroną zdrowia, równością i pełnią praw kobiet. Mamy najlepszy wynik kobiety w historii III Rzeczypospolitej. To dopiero początek walki o Polskę naszych marzeń.
1431
91
636
124,8 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
16 maj 2025, 21:55
X
Wierzę, że zamiast budować podziały, zawsze lepiej jest budować porozumienie. Pracownicy są silniejsi w związku zawodowym. Kobiety są w stanie obalać rządy, kiedy wspólnie wyjdą na ulice. Kraje europejskie tylko zjednoczone będą w stanie odpowiedzieć na wyzwania, które są jeszcze przed nami.
149
18
37
15,6 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
13 maj 2025, 10:00 · Kultura Liberalna
Wywiad
13 maja 2025
Na pewno wyzwaniem dla każdego lewicowego kandydata i kandydatki jest polaryzacja. Nasi wyborcy są bardzo mocno anty-PiS-owi i chętniej niż inni głosują na najsilniejszego opozycyjnego kandydata. Chcę im pokazać, że mogą mieć kandydatkę, która wyraża ich wartości, potrzeby i to, czego oczekują w polityce, czyli końca polaryzacji PO–PiS.
Myślę, że teraz jest na to dobry moment. Pokazała to debata w Końskich, która była przecież ustawiona pod rywalizację Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego. Ostatecznie najwięcej zyskaliśmy na niej ja oraz Szymon Hołownia.
Wiem, że noszę okulary, ale naprawdę nikt nie musiał mi zwrócić uwagi na to, że Rafał Trzaskowski schował tę flagę. Akurat wtedy musiałam mieć telefon przy sobie, bo podczas organizacji tej debaty panował taki chaos, że nie mieliśmy nawet możliwości wydrukowania notatek.
Ale dyskusja na ten temat, głównie wśród publicystów, dobrze symbolizuje podejście do kobiet w polityce. Bo przecież nie może być tak, że kobieta jest samodzielną polityczką, która podejmuje odważne decyzje. Musi tam być jakiś facet, który pociąga za nią sznurki albo pisze SMS-y. To jest podobny poziom dyskusji jak pytania w rodzaju: „Czy pani zdaniem jesteśmy gotowi na kobietę-prezydentkę?” albo „Czy pani nie jest za delikatna na takie stanowisko?”.
Jak na początku kampanii mówiłam mało o aborcji, o osobach LGBT, to słyszałam, że zdradzam swoich wyborców. Kiedy zaczęłam poruszać te tematy, to mówiono mi, że za granicą jest wojna, więc powinnam mówić o kwestiach związanych z obronnością. To jest zupełnie sztuczny podział. Można się skupić i na bezpieczeństwie międzynarodowym, i na tym codziennym, czyli również na prawach kobiet i osób LGBT.
Nie będę też udawać kogoś, kim nie jestem. Atakowanie, opieranie się na agresji czy skakanie przeciwnikom do gardeł w studiu to nie jest mój styl. Robię politykę inaczej i wyborcy to doceniają. Po debatach dostałam też bardzo wiele komentarzy o tym, że byłam tam jedyną osobą, która racjonalnie i spokojnie mówi o tym, jak rozwiązać problemy.
Kłamstwo zawsze ma krótkie nogi. Nawrocki się o tym boleśnie przekonał, brnąc w historię, której nie da się wybronić. Z tej opowieści wyłania się obraz polityka, który wykorzystał trudną sytuację starszej osoby z niepełnosprawnością, by uwłaszczyć się na jej mieszkaniu. W dodatku mówimy tu o lokalu komunalnym, który najpierw pomógł wykupić. Teraz zapytałabym go wprost: czy nie jest tak, że nie chce zmieniać patologii związanych z mieszkalnictwem, bo sam nauczył się czerpać z tych patologii korzyści?
Wypracowaliśmy sobie jako społeczeństwo pewien rodzaj syndromu sztokholmskiego – żyjemy w wiecznym strachu, że trzeba głosować na mniejsze zło. I ja ten mechanizm rozumiem. Ludzie boją się, że do władzy może dojść skrajna prawica i znowu zniszczyć państwo. A potem przez kolejne lata narasta frustracja – bo znowu obietnice są niespełnione, a politycy nie traktują ich poważnie.
Podobnie jest w kwestii polityki mieszkaniowej. Donald Tusk na wiecach grzmiał, że „mieszkanie prawem, nie towarem”, a wciąż nie potrafi wyznaczyć jasnej polityki rządu w tej sprawie. My jako lewica jesteśmy skazani na wyszarpywanie funduszy na mieszkania czynszowe i siłowanie się z PSL-em, żeby zablokować głupie pomysły w rodzaju dofinansowania kredytu 0 procent, który doprowadziłby do wzrostu cen mieszkań. A przecież to premier powinien zabrać w tej sprawie głos. To samo dotyczy skrócenia czasu pracy. Tusk zrobił z tego swój postulat w 2022 roku, a dziś, kiedy ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk realnie wprowadza pilotaż takiego rozwiązania, milczy. Bo wie, że ludzie i tak zagłosują na jego kandydata – ze strachu przed PiS-em.
I właśnie dlatego w tej kampanii przekonuję wyborców, że nie musi tak być. Że nie musimy ciągle akceptować tego samego cyklu: najpierw wielkie obietnice, później rozczarowanie, a na końcu znowu głosowanie na polityków, którzy nic nie zmieniają. Wybory prezydenckie są najlepszą okazją, żeby się z tego wyrwać. W pierwszej turze niczego się nie ryzykuje – to jeszcze nie jest głosowanie na prezydenta, ale na zmianę. I dla mnie właśnie o tym są te wybory – o pokoleniowej zmianie w polityce i o zupełnie innym stylu jej uprawiania.
Uważam, że to nasz duży błąd. Bardzo bym chciała, żebyśmy mieli jednego poważnego kandydata w tych wyborach. Taki spór toczył się w Partii Razem tuż przed tym, jak z moimi koleżankami parlamentarzystkami zdecydowałyśmy się odejść. Nie chciałam już dłużej firmować polityki opartej na mnożeniu się przez podział, na ciągłym krytykowaniu z ławki rezerwowych, zamiast wspieraniu lewicowych ministrów w rządzie.
Nasze sukcesy są realne. Udało nam się wprowadzić rentę wdowią, wolną wigilię, dodatki dla pracowników socjalnych i podwyżki dla budżetówki. Wywalczyliśmy dodatkowe środki dla Narodowego Centrum Nauki, a Krzysztof Gawkowski przygotowuje strategię cyfryzacji kraju. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk pracuje nad rozwiązaniem, które ma umożliwić zaliczanie okresów pracy na śmieciówkach czy samozatrudnieniu do stażu pracy. Dziś, jak ktoś przez pięć lat pracował w gastro albo prowadził działalność, to po przejściu na etat formalnie tych lat jakby nie było. Pilotażowy program skrócenia czasu pracy rusza już w tym roku.
Udało nam się też wywalczyć zwiększenie zasiłku pogrzebowego i jego coroczną waloryzację. Dalej – wydłużony urlop dla rodziców wcześniaków. Dodatkowy tydzień za każdy tydzień, który dziecko spędzi w szpitalu. Trudno przecież te dni spędzone na czuwaniu przy łóżeczku uznać za „czas wolny”. No i ustawa o asystencji osobistej, która właśnie wyszła do rządu i może naprawdę być kamieniem milowym, jeśli chodzi o wsparcie osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin.
Weźmy Grzegorza Brauna, który wtargnął do gabinetu lekarskiego w Oleśnicy, i falę prawicowych ataków na przychodnie i doktor Jagielską, która potem nastąpiła. To ja pojechałam do Oleśnicy, żeby okazać jej wsparcie i złożyłam zawiadomienie do prokuratury w sprawie Brauna. Dementuję też publicznie kłamstwa, które się na jej temat szerzy. Interweniowałam również w sprawie przychodni „AboTak”, żądając całodobowej ochrony policji. Reaguję, gdy kobiety potrzebują pomocy w szpitalach.
Jestem też przekonana, że uda się wywalczyć związki partnerskie w tej kadencji Sejmu. I że kiedy prawica straci prezydenta, to PSL nie będzie miało już wymówki, że każdy progresywny projekt i tak zostanie zawetowany.
Zamiast szukać wroga we własnych szeregach, powinniśmy się jednoczyć i wspólnie przeciwstawiać się tej brunatnej fali. Nie odbieram Partii Razem prawa do tworzenia własnej strategii, ale ja się z nią po prostu nie zgadzam. To nie leży w mojej naturze, żeby stać z boku i czekać, aż będzie lepiej. Nie zgodzę się też nigdy na podejście: poczekajmy z działaniem, aż lewica będzie miała 30 procent poparcia albo będzie rządzić samodzielnie. Trzeba działać teraz i zmieniać to, co się da.
Nasze granice muszą być bezpieczne, ale zawieszenie prawa do azylu to błąd. Potrzebujemy mądrej, zdecydowanej, ale nie okrutnej polityki migracyjnej.
Magdalena Biejat
12 maj 2025, 22:02 · Kultura Liberalna
Wywiad
MAGDALENA BIEJAT: Nie będę stać z boku i czekać, aż będzie lepiej
Nr 853 (20/2025) 13 maja 2025
Nie będę stać z boku i czekać, aż będzie lepiej [WYWIAD]
„Celem lewicy powinna być konsolidacja sił. Zamiast szukać wroga we własnych szeregach, powinniśmy się jednoczyć i wspólnie przeciwstawiać się tej brunatnej fali. Nie odbieram Partii Razem prawa do własnej strategii, ale ja się z nią po prostu nie zgadzam. To nie leży w mojej naturze, żeby stać z boku i czekać, aż będzie lepiej” – mówi Magdalena Biejat, kandydatka Nowej Lewicy na prezydenta.
Magdalena Biejat,
Jakub Bodziony
Źródło: Oficjalny profil FB Magdaleny Biejat. Fot: Zack Masternak
Facebook
LinkedIn
Jakub Bodziony: Czy te wybory to dla pani polityczna misja samobójcza?
Magdalena Biejat: Nie, dlaczego?
Wyścig o prezydenturę nie jest zbyt szczęśliwy dla lewicy. W 2020 roku Robert Biedroń uzyskał 2,2 procent poparcia, najgorszy wynik w historii Lewicy, a w 2015 roku niewiele lepiej poradziła sobie Magdalena Ogórek, zdobywając 2,4 procent poparcia. Jeśli chodzi o kandydatury kobiet, to najwyższy wynik osiągnęła w 1995 roku Hanna Gronkiewicz-Waltz – 2,76 procent, Henryka Bochniarz w 2005 roku zdobyła 2,38 procent głosów, a Małgorzata Kidawa-Błońska w 2020 roku wycofała się pod presją partii.
Na pewno wyzwaniem dla każdego lewicowego kandydata i kandydatki jest polaryzacja. Nasi wyborcy są bardzo mocno anty-PiS-owi i chętniej niż inni głosują na najsilniejszego opozycyjnego kandydata. Chcę im pokazać, że mogą mieć kandydatkę, która wyraża ich wartości, potrzeby i to, czego oczekują w polityce, czyli końca polaryzacji PO–PiS.
Myślę, że teraz jest na to dobry moment. Pokazała to debata w Końskich, która była przecież ustawiona pod rywalizację Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego. Ostatecznie najwięcej zyskaliśmy na niej ja oraz Szymon Hołownia.
Plotka głosi, że podczas debaty w Końskich dostała pani podpowiedź od sztabu, żeby zabrać tęczową flagę Rafałowi Trzaskowskiemu. To prawda?
Wiem, że noszę okulary, ale naprawdę nikt nie musiał mi zwrócić uwagi na to, że Rafał Trzaskowski schował tę flagę. Akurat wtedy musiałam mieć telefon przy sobie, bo podczas organizacji tej debaty panował taki chaos, że nie mieliśmy nawet możliwości wydrukowania notatek.
Ale dyskusja na ten temat, głównie wśród publicystów, dobrze symbolizuje podejście do kobiet w polityce. Bo przecież nie może być tak, że kobieta jest samodzielną polityczką, która podejmuje odważne decyzje. Musi tam być jakiś facet, który pociąga za nią sznurki albo pisze SMS-y. To jest podobny poziom dyskusji jak pytania w rodzaju: „Czy pani zdaniem jesteśmy gotowi na kobietę-prezydentkę?” albo „Czy pani nie jest za delikatna na takie stanowisko?”.
Ta dyskusja jest nierówna, ale to też kwestia kreowania wizerunku w kampanii. W wystąpieniu inauguracyjnym powiedziała pani: „Nie lubię kłótni i konfliktów”, a partyjni koledzy powtarzali hasło o „dziewczynie z sąsiedztwa”. No i lewica wciąż jest raczej kojarzona bardziej z tematem praw kobiet czy osób LGBT, a nie z bezpieczeństwem. W erze Trumpa i Putina część wyborców uznaje to za słabość.
Jak na początku kampanii mówiłam mało o aborcji, o osobach LGBT, to słyszałam, że zdradzam swoich wyborców. Kiedy zaczęłam poruszać te tematy, to mówiono mi, że za granicą jest wojna, więc powinnam mówić o kwestiach związanych z obronnością. To jest zupełnie sztuczny podział. Można się skupić i na bezpieczeństwie międzynarodowym, i na tym codziennym, czyli również na prawach kobiet i osób LGBT.
Nie będę też udawać kogoś, kim nie jestem. Atakowanie, opieranie się na agresji czy skakanie przeciwnikom do gardeł w studiu to nie jest mój styl. Robię politykę inaczej i wyborcy to doceniają. Po debatach dostałam też bardzo wiele komentarzy o tym, że byłam tam jedyną osobą, która racjonalnie i spokojnie mówi o tym, jak rozwiązać problemy.
Na tej organizowanej przez „Super Express” zadała pani pytanie Karolowi Nawrockiemu o podatek katastralny, co doprowadziło do największego kryzysu w jego kampanii.
Kłamstwo zawsze ma krótkie nogi. Nawrocki się o tym boleśnie przekonał, brnąc w historię, której nie da się wybronić. Z tej opowieści wyłania się obraz polityka, który wykorzystał trudną sytuację starszej osoby z niepełnosprawnością, by uwłaszczyć się na jej mieszkaniu. W dodatku mówimy tu o lokalu komunalnym, który najpierw pomógł wykupić.
Teraz zapytałabym go wprost: czy nie jest tak, że nie chce zmieniać patologii związanych z mieszkalnictwem, bo sam nauczył się czerpać z tych patologii korzyści?
Tylko że ta afera zadziała głównie na korzyść Rafała Trzaskowskiego. To o tyle znamienne, że z badań wynika, iż to właśnie kandydat Koalicji Obywatelskiej jest najpopularniejszym politykiem wyborców o lewicowej wrażliwości. Ponad połowa z nich deklaruje poparcie dla Trzaskowskiego już w pierwszej turze.
Wypracowaliśmy sobie jako społeczeństwo pewien rodzaj syndromu sztokholmskiego – żyjemy w wiecznym strachu, że trzeba głosować na mniejsze zło. I ja ten mechanizm rozumiem. Ludzie boją się, że do władzy może dojść skrajna prawica i znowu zniszczyć państwo. A potem przez kolejne lata narasta frustracja – bo znowu obietnice są niespełnione, a politycy nie traktują ich poważnie.
Na przykład obiecując liberalizację prawa do aborcji i legalizację związków partnerskich?
Też. Podobnie jest w kwestii polityki mieszkaniowej. Donald Tusk na wiecach grzmiał, że „mieszkanie prawem, nie towarem”, a wciąż nie potrafi wyznaczyć jasnej polityki rządu w tej sprawie. My jako lewica jesteśmy skazani na wyszarpywanie funduszy na mieszkania czynszowe i siłowanie się z PSL-em, żeby zablokować głupie pomysły w rodzaju dofinansowania kredytu 0 procent, który doprowadziłby do wzrostu cen mieszkań. A przecież to premier powinien zabrać w tej sprawie głos. To samo dotyczy skrócenia czasu pracy. Tusk zrobił z tego swój postulat w 2022 roku, a dziś, kiedy ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk realnie wprowadza pilotaż takiego rozwiązania, milczy. Bo wie, że ludzie i tak zagłosują na jego kandydata – ze strachu przed PiS-em.
No i może ma rację. Trzaskowski wciąż jest faworytem wyborów, a Tusk rozgrywa koalicjantów między sobą.
I właśnie dlatego w tej kampanii przekonuję wyborców, że nie musi tak być. Że nie musimy ciągle akceptować tego samego cyklu: najpierw wielkie obietnice, później rozczarowanie, a na końcu znowu głosowanie na polityków, którzy nic nie zmieniają.
Wybory prezydenckie są najlepszą okazją, żeby się z tego wyrwać. W pierwszej turze niczego się nie ryzykuje – to jeszcze nie jest głosowanie na prezydenta, ale na zmianę. I dla mnie właśnie o tym są te wybory – o pokoleniowej zmianie w polityce i o zupełnie innym stylu jej uprawiania. Widzę, że coraz więcej osób w to wierzy. Jako wyborczyni miałam już dość patrzenia na polityków, którzy zmieniają zdanie jak chorągiewki, w zależności od tego, co im wyjdzie na badaniach fokusowych. Głos na mnie to również wyraz poparcia dla innej polityki.
Z kolei lewicowy wyborca mógłby powiedzieć, że ma dość tego, że lewica znowu się podzieliła.
Uważam, że to nasz duży błąd. Bardzo bym chciała, żebyśmy mieli jednego poważnego kandydata w tych wyborach. Taki spór toczył się w Partii Razem tuż przed tym, jak z moimi koleżankami parlamentarzystkami zdecydowałyśmy się odejść. Nie chciałam już dłużej firmować polityki opartej na mnożeniu się przez podział, na ciągłym krytykowaniu z ławki rezerwowych, zamiast wspieraniu lewicowych ministrów w rządzie.
Słyszę też głosy ludzi bliskich Partii Razem, że trzeba się przeciwstawiać liberałom, a nie siedzieć z nimi w jednej ławie rządowej. Ale przecież, będąc w rządzie, też można to robić.
Wiele osób uważa, że wasi przedstawiciele w rządzie nie mają żadnej sprawczości i głównie uśmiechają się na konferencjach z Tuskiem.
Nasze sukcesy są realne. Udało nam się wprowadzić rentę wdowią, wolną wigilię, dodatki dla pracowników socjalnych i podwyżki dla budżetówki. Wywalczyliśmy dodatkowe środki dla Narodowego Centrum Nauki, a Krzysztof Gawkowski przygotowuje strategię cyfryzacji kraju.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk pracuje nad rozwiązaniem, które ma umożliwić zaliczanie okresów pracy na śmieciówkach czy samozatrudnieniu do stażu pracy. Dziś, jak ktoś przez pięć lat pracował w gastro albo prowadził działalność, to po przejściu na etat formalnie tych lat jakby nie było. Pilotażowy program skrócenia czasu pracy rusza już w tym roku. To pierwszy poważny krok, który ma pokazać, że to rozwiązanie potencjalnie korzystne dla wielu przedsiębiorstw. Kluczowa jest tutaj elastyczność – nie wszędzie da się po prostu skrócić dzień pracy o godzinę. Czasem lepszym rozwiązaniem jest model czterodniowego tygodnia pracy, rozliczenie kwartalne albo zwiększenie liczby dni urlopu.
Udało nam się też wywalczyć zwiększenie zasiłku pogrzebowego i jego coroczną waloryzację. Dalej – wydłużony urlop dla rodziców wcześniaków. Dodatkowy tydzień za każdy tydzień, który dziecko spędziło w szpitalu. Trudno przecież te dni spędzone na czuwaniu przy łóżeczku uznać za „czas wolny”.
No i ustawa o asystencji osobistej, która właśnie wyszła do rządu i może naprawdę być kamieniem milowym, jeśli chodzi o wsparcie osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. Tych rzeczy jest naprawdę sporo.
Rzeczywiście, ale niewiele osób uznaje je za sukces lewicy. Poparcie za te rozwiązania dyskontuje premier.
To jest nasz problem, dlatego w tej kampanii zdecydowanie postawiliśmy na komunikowanie tych osiągnąć. Jako mniejszy partner w koalicji musimy włożyć więcej wysiłku, żeby dotrzeć do ludzi z własnym przekazem, na przykład w mediach społecznościowych.
Prawda jest taka, że Lewica przez długi czas zaniedbywała ten kanał dotarcia do wyborców, a to nie są tylko najmłodsi. To także ludzie w moim wieku, którzy coraz częściej właśnie tam szukają informacji i treści politycznych. Szczególnie dobrze wychodzi to na TikToku, gdzie mamy świetne zasięgi. Teraz odrobiliśmy lekcję, którą wcześniej odrobiła Konfederacja, jeśli chodzi o obecność w mediach społecznościowych.
Z czego wynika ta słabość lewicy w internecie?
Ona nie dotyczy tylko polityków, ale całej internetosfery. Widać to również w Stanach Zjednoczonych, gdzie ruch MAGA ma ogromne zaplecze internetowych twórców z ogromnymi zasięgami. Myślę, że w Polsce dla wielu osób publicznych o poglądach progresywnych mówienie otwarcie o polityce i swoim zaangażowaniu nadal jest problemem.
To jest ryzyko, związane z odpływem fanów. Widziałam to na przykładzie Pauliny Górskiej, ekoinfluencerki na Instagramie, która napisała, że będzie na mnie głosować. Dostała sporo negatywnych reakcji w rodzaju: „Nie podoba mi się, że tu się pojawia polityka — spadam stąd”.
Z drugiej strony, internetowi twórcy mówią mi, że mają poczucie, że na prawicy publikowanie politycznych treści spotyka się z entuzjazmem. A kiedy lewicowy twórca się wychyla, to zaraz znajdzie się ktoś, kto mu wypomni, że to „niewystarczająco lewicowe”. I zaczyna się wieczna autocenzura.
Czyli klasyczna dyskusja o tym, kto jest prawdziwą lewicą.
Tak, to ciągłe hamowanie się, pilnowanie każdego słowa, żeby na pewno było zgodne z najnowszą doktryną lewicowości. Przypinanie sobie nawzajem etykietek, dzielenie się na tych „bardziej” i „mniej” lewicowych. I rozdawanie medali z ziemniaka dla tego, który jest „jedynym, słusznym lewakiem”.
Ten spór o lewicowość był widoczny również podczas ostatniego podziału Partii Razem. W oficjalnym przekazie nastroje są stonowane, ale w bańkowych dyskusjach pani decyzja o opuszczeniu partii często jest uznawana za zdradę.
Rozumiem te trudne emocje. Rozstanie z Partią Razem to był emocjonalny czas i wiem, że niektórym wciąż trudno to zaakceptować. Odeszłam z Razem także dlatego, że męczyło mnie tworzenie polityki opartej na podziałach wewnątrz samej lewicy. Dlatego nie atakuję Adriana ani Partii Razem.
Po pierwsze, spędziliśmy razem prawie dziesięć lat – to kawał mojego życia. Moja córka urodziła się, gdy byłam już w Partii Razem, moje dzieci w tym czasie poszły do szkoły, dorastały. Nie da się tak po prostu wyrzucić tych wspólnych lat do kosza.
Po drugie, wierzę, że tak jak w 2019 roku udało nam się – mimo poważnych różnic między Razem, Wiosną a SLD – porozumieć i pójść razem do wyborów, będzie to możliwe również w przyszłości.
Żeby wspólnie wystartować w kolejnych wyborach parlamentarnych?
Czas pokaże. Na pewno nie chcę budować podziałów ani się do nich przyczyniać. Naszym celem jako lewicy powinno być konsolidowanie sił. Szczególnie w sytuacji, gdy część liberalnych polityków zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do narracji skrajnej prawicy, ścigając się z nią na pomysły typu odbieranie 800+ Ukraińcom czy sprzeciwiając się własnej ministrze, która chce wprowadzić obowiązkową edukację zdrowotną.
Zamiast szukać wroga we własnych szeregach, powinniśmy się jednoczyć i wspólnie przeciwstawiać się tej brunatnej fali. Nie odbieram Partii Razem prawa do tworzenia własnej strategii, ale ja się z nią po prostu nie zgadzam. To nie leży w mojej naturze, żeby stać z boku i czekać, aż będzie lepiej.
Strategia Adriana Zandberga przypomina trochę to, co robi Sławomir Mentzen. Obydwaj grają nie tyle o wybory prezydenckie, co raczej o kolejne wybory parlamentarne. Liczą na to, że uda się wyznaczyć nową, bardziej naturalną linię podziału niż ta, która panuje pomiędzy PO i PiS-em. W takim scenariuszu Zandberg to naturalny, charyzmatyczny lider, który nigdy nie zdradził lewicowej sprawy.
Widać, że są tacy wyborcy, którzy rzeczywiście uważają, że lewica powinna stać z boku i głośno krzyczeć. Ale są też tacy – i dziś jest ich więcej – którzy chcą, żeby lewica działała. Ja reprezentuję właśnie tę drugą lewicę. Nie wiem, która strategia okaże się skuteczniejsza, ale to nie jest dla mnie najważniejsze. Jestem w polityce po to, żeby realnie coś zmieniać i poprawiać funkcjonowanie państwa. Nie przyszłam tu po żadne „stołki”, jak czasem mi się zarzuca.
Nie zgodzę się też nigdy na podejście: „poczekajmy z działaniem, aż lewica będzie miała 30 procent poparcia albo będzie rządzić samodzielnie”. Trzeba działać teraz i zmieniać to, co się da.
Jednak to Zandberg buduje wizerunek zdroworozsądkowego, poważnego polityka, który ma plan na lewicę. Z kolei pani, uzasadniając wyjście z Razem pragmatyzmem i chęcią działania, często jest przedstawiana jako naiwna idealistka.
Sporą część dyskusji o lewicy można sprowadzić do tego, że jesteście frajerami pod niemrawym przywództwem Włodzimierza Czarzastego. Zostaliście z Tuskiem, który czasem rzuci wam jakiś ochłap, ale tak naprawdę nie obchodzą go lewicowe postulaty. Niespełnienie sztandarowych obietnic z kampanii: poprawa sytuacji w opiece zdrowia, liberalizacja aborcji czy legalizacja związków partnerskich – postrzegane jest jako upokarzający brak sprawczości.
Dlatego właśnie pytam wyborców: czy przyjrzeli się temu, co Partia Razem zrobiła w tym czasie? Czy Partia Razem podjęła realne działania, by wywrzeć większy nacisk, żeby ustawy liberalizujące aborcję przeszły?
Ale to jest właśnie podejście Razem – nie ma sensu być w rządzie, który nie realizuje lewicowych postulatów. Dzięki temu unikają Tuskowej prywatyzacji zysków i uspołeczniania strat w koalicji, która ma coraz gorsze notowania.
Byliśmy w opozycji przez cztery lata po 2019 roku i nasze możliwości działania były nieporównywalnie mniejsze. Będąc w opozycji, można ewentualnie próbować przesuwać okno Overtona – wpływać na debatę i zmieniać język. Natomiast to, co naprawdę działa, to załatwienie konkretnych spraw, również tych związanych z tematem aborcji.
Weźmy Grzegorza Brauna, który wtargnął do gabinetu lekarskiego w Oleśnicy, i falę prawicowych ataków na przychodnie i doktor Jagielską, która potem nastąpiła. To ja pojechałam do Oleśnicy, żeby okazać jej wsparcie i złożyłam zawiadomienie do prokuratury w sprawie Brauna. Dementuję też publicznie kłamstwa, które się na jej temat szerzy. Interweniowałam również w sprawie przychodni „AboTak”, żądając całodobowej ochrony policji. Reaguję, gdy kobiety potrzebują pomocy w szpitalach.
Jestem też przekonana, że uda się wywalczyć związki partnerskie w tej kadencji Sejmu. I że kiedy prawica straci prezydenta, to PSL nie będzie miało już wymówki, że każdy progresywny projekt i tak zostanie zawetowany.
Adrian Zandberg stwierdził, że „woli być Smerfem Marudą niż Smerfem Frajerem”. Czy lewica do tej pory nie grała w tym rządzie za miękko?
To jest pewien paradoks. Bo kiedy byliśmy tym mniej konfliktującym się partnerem, to spotkaliśmy się z opiniami, że jesteśmy zbyt grzeczni i pluszowi. Ale w tym czasie udało nam się przeprowadzić więcej ustaw niż Polsce2050 i PSL-owi. Ten sukces był w dużej możliwy dlatego, że prowadziliśmy te negocjacje w gabinetach rządowych, a nie w studiach telewizyjnych.
Uważam, że powinniśmy dogadywać się z partnerami koalicyjnymi tam, gdzie jest to możliwe, żeby rozwiązywać konkretne problemy. I poprawić komunikację na ten temat, żeby dla wyborców było jasne, że wprowadzenie jakiegoś rozwiązania to zasługa właśnie lewicy. Jednocześnie powinniśmy też umieć twardo powiedzieć, że się na coś nie zgadzamy.
No i nie zgodziliście się na obniżenie składki zdrowotnej dla przedsiębiorców czy ograniczenie prawa do azylu. W obu sprawach przegraliście.
Nasze granice muszą być bezpieczne, ale zawieszenie prawa do azylu to błąd. Potrzebujemy mądrej, zdecydowanej, ale nie okrutnej polityki migracyjnej.
Z kolei projekt obniżenia składki zdrowotnej był procedowany zgodnie z logiką kampanii wyborczej. Polska2050 panicznie potrzebowała jakiegoś sukcesu. To, że przy okazji rujnują system finansowania opieki zdrowotnej, było dla nich drugorzędne. Niektórym nie spodobało się, że spotkałam się z prezydentem Andrzejem Dudą i namawiałam go do zawetowania tej ustawy. Podczas dyskusji nad tą ustawą w Senacie usłyszałam od moich kolegów i koleżanek z koalicji, że to robię sobie na tym temacie kampanię, co było dosyć zabawne, bo to oni zdecydowali, że ten projekt będzie procedowany właśnie teraz.
To naturalne, że w tak różnorodnej koalicji są tarcia. Ale tak długo, jak możemy wprowadzać dobre projekty i walczyć o cywilizacyjne zmiany, ma ona dla nas sens. Na tym polega polityka.
Skoro tu jesteś…
…mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa.
Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!
1. Wybierz kwotę jaką chciałabyś/chciałbyś wspierać Kulturę Liberalną:
inna kwota
wprowadź deklarowaną kwotę
2. Zaznacz jak często chciałabyś/chciałbyś wspierać Kulturę Liberalną:
Co miesiąc
Jednorazowo
3. Zaakceptuj regulamin i zapłać bezpiecznie kartą płatniczą
Akceptuję regulamin
Płacę kartą płatniczą
stripe.com
Celem lewicy powinna być konsolidacja sił. Zamiast szukać wroga we własnych szeregach, powinniśmy się jednoczyć i wspólnie przeciwstawiać się tej brunatnej fali. Nie odbieram Partii Razem prawa do własnej strategii, ale ja się z nią po prostu nie zgadzam. To nie leży w mojej naturze, żeby stać z boku i czekać, aż będzie lepiej
Nie podoba mi się, że tu się pojawia polityka — spadam stąd
poczekajmy z działaniem, aż lewica będzie miała 30 procent poparcia albo będzie rządzić samodzielnie
Magdalena Biejat
10 maj 2025, 17:03 · OKO.press
Wywiad
Biejat: Najwyższy czas, żebyśmy głosowali zgodnie z naszymi przekonaniami [ROZMOWA] - OKO.press
Od momentu ogłoszenia Magdaleny Biejat jako kandydatki Nowej Lewicy na urząd prezydenta wiadomo było, że była polityczka partii Razem nie będzie miała łatwego zadania.
Ostatnie 10 lat to historia porażek osób startujących z poparciem SLD/Nowej Lewicy. Zarówno Magdalena Ogórek w 2015 roku, jak i Robert Biedroń w roku 2020 zdobyli niewiele ponad 2 proc. poparcia.
Można na to spojrzeć jak na niewysoko zawieszoną poprzeczkę, ale dla wielu oznaczało to raczej skazanie tej kampanii z góry na porażkę. Nie pomaga w tym trwający od miesięcy kryzys wizerunkowy Nowej Lewicy. Z jednej strony co chwila wstrząsana jest skandalami wokół działaczy byłego SLD (Dariusz Wieczorek, Andrzej Szejna), z drugiej – ma widoczny problem z realizowaniem swojego programu wyborczego w rządowej koalicji.
Kolejnym wyzwaniem dla kampanii Magdaleny Biejat jest oczywiście start Adriana Zandberga, z którym współprowadziła partię Razem, dopóki z niej nie wyszła w grudniu 2024 roku. Rywalizacja dwójki byłych partnerów politycznych jest w dużym stopniu rywalizacją dwóch pomysłów na prowadzenie prospołecznej i progresywnej polityki. Czy lepiej robić to w koalicji z liberałami, czy w opozycji?
W tej chwili średnia sondażowa wskazuje, że Biejat mogłaby liczyć na 5,9 proc. poparcia (źródło: ewybory.eu), co daje jej piątą pozycję, zaraz po Szymonie Hołowni, właściwie na równi z Adrianem Zandbergiem.
Kandydatka Nowej Lewicy ma za sobą kilka dobrych tygodni. Udało jej się zaistnieć w czasie debaty w Końskich, gdy przejęła od Rafała Trzaskowskiego tęczową flagę.
W debacie Super Expressu odpytywała Karola Nawrockiego z polityki mieszkaniowej, co doprowadziło kandydata PiS do minięcia się z prawdą na temat jego stanu posiadania, a w konsekwencji spowodowało wybuch afery wokół przejętej kawalerki. Biejat skutecznie rozbudowuje także zasięgi w sieci.
OKO.press rozmawia z kandydatką Nowej Lewicy na temat programu, z jakim idzie do wyborów i najważniejszych wyzwań, przed jakimi stoi Polska – polityki mieszkaniowej, polityki dotyczącej ochrony zdrowia, polityki migracyjnej.
To także rozmowa dotycząca kryzysów wizerunkowych Nowej Lewicy. Co Magdalena Biejat ma do powiedzenia wyborcom i wyborczyniom, którzy nie chcą się wstydzić za polityków-skandalistów?
I co najważniejsze – co powie osobom, które chciałyby, by Nowa Lewica była gwarantem realizacji lewicowej agendy, a które widzą, że rządowej koalicji udaje się z pominięciem lewicy wprowadzać takie rozwiązania jak zawieszenie na granicy prawa do azylu, czy obniżenie składki zdrowotnej dla przedsiębiorców?
Czy istnieje w ogóle czerwona linia, po której przekroczeniu NL uzna, że rząd posunął się za daleko? I co by tą linią było?
Poniżej zamieszczamy fragmenty rozmowy z Magdaleną Biejat.
Całość wywiadu obejrzycie na Youtube oraz w serwisie Spotify:
Zachęcamy także do obejrzenia naszego wywiadu z Adrianem Zandbergiem, który ukazał się w kwietniu:
Co się udało, a co nie udało Nowej Lewicy?
Magdalena Biejat: Dzięki temu, że lewica jest w rządzie, nie została w tym roku zamrożona płaca minimalna. Dzięki temu, że jesteśmy w rządzie, została wprowadzona renta wdowia.
Została teraz uchwalona przez rząd ustawa, która do 45 miliardów złotych zwiększy finansowanie mieszkań na wynajem do 2030 roku. Dzięki temu, że lewica jest w rządzie, udaje się przeprowadzić konkretne rozwiązania wspierające ludzi pracy, wspierające osoby z niepełnosprawnościami.
W Ministerstwie Pracy trwają prace nad ustawą, którą składaliśmy jeszcze jako opozycja, którą ja napisałam, a która pozwoli zaliczyć do stażu pracy czas pracy na śmieciówkach, czas pracy na jednoosobowej działalności gospodarczej, na zleceniach. Bo dzisiaj jest tak, że jak się przepracowało 5 lat w gastro, a potem się dostanie etat, to te 5 lat tak jakby nie istniało. To wpływa też na nasze składki emerytalne.
To są konkretne rozwiązania, które wprowadzamy krok po kroku, które poprawiają życie ludzi na co dzień. I dopóki jest szansa na to, żeby zawalczyć o aborcję, o związki partnerskie, żeby zatrzymać złe pomysły rozwalające publiczne usługi, żeby zawalczyć o skrócenie czasu pracy, o zwiększenie roli Państwowej Inspekcji Pracy, o tę mieszkaniówkę, o te wszystkie rzeczy, które obiecywaliśmy, to uważam, że jest sens istnienia Lewicy w rządzie.
Oczywiście, są takie przykłady, kiedy nie udało nam się wywalczyć tego, co chcieliśmy. Składka zdrowotna jest też ciekawym przykładem. Zobaczymy, jak się to będzie dalej rozwijać. Ta reforma, ten pomysł, żeby mechanicznie obciąć składkę zdrowotną dla przedsiębiorców, pojawił się ewidentnie pod dyktando kampanii wyborczej. Szymon Hołownia potrzebował sukcesu, potrzebował czegoś na szybko i wybrał sobie grupę przedsiębiorców. Uznał, że tym ich przekona i ona została przeprowadzona błyskawicznie przez parlament bez żadnej refleksji, bez żadnego planu, jak tę dziurę w budżecie ochrony zdrowia załatać.
OKO.press: Tutaj bym dodała gwiazdkę, bo to, co właśnie przeszło, niewiele się różni od tego, co zaprezentował Andrzej Domański rok temu. Więc ta sprawa trwa i trwa. To był przewidziany ruch, to nie było wrzucone nagle.
To nie jest tak, że to nie było wrzucone nagle. Na początku wydawało się, że nie będzie to robione na wariata, na ostatnią chwilę wrzucane w dyskusję w czasie kampanii. A nagle ta składka wróciła. Widać było też sporo chaosu, bo jednak ministra Leszczyna najpierw była przeciwna i na dwa tygodnie to spadło z porządku obrad, potem jednak wróciło.
Ja się dziwię, dlaczego ministra zdrowia w ogóle podniosła rękę za tą ustawą, bo ona jest dewastująca dla systemu ochrony zdrowia. I teraz mamy sytuację taką, że prezydent Duda to zawetował. Temat został zamknięty na czas kampanii.
Ale już są zapowiedzi, że wróci.
Uważam, że w ogóle dyskusja na temat systemu finansowania ochrony zdrowia powinna wrócić, tylko nie w logice kampanii wyborczej. My chcemy też w ramach tej dyskusji zaprezentować nasze rozwiązania.
Pracujemy w tej chwili nad bardziej szczegółowymi założeniami do ustawy, która zmieniałaby finansowanie ochrony zdrowia w taki sposób, żeby przejść ze składki zdrowotnej na finansowanie z budżetu państwa. I chcemy takie założenia przedstawić koalicjantom i przekonywać ich do tego, żeby rzeczywiście tę reformę przeprowadzić tak, żeby ona miała ręce i nogi.
Biejat: Powstrzymywać liberałów można też w rządzie
Ta kampania jest o wielu sprawach. Jest też o lewicy, jest o programie, jest też o tym, kogo wyborcy chcą wesprzeć. Te wybory zawsze były trudne dla lewicy, dlatego, że premiują bardzo mocno duopol, w którym żyjemy. Duopol, w którym bardzo łatwo się dwóm głównym partiom politycznym – Platformie i PiS-owi – opowiada historię, że wszyscy się muszą zmobilizować, zagłosować na tego jednego silniejszego z obozu liberalnego albo z obozu konserwatywnego, przeciwko tym drugim. I moim zadaniem, zresztą nie jestem jedyna, bo wielu kandydatów, którzy są niżej w stawce, to mówi, jest przekonanie wyborców, że nie warto głosować na mniejsze zło. Że jeśli ich frustruje polityka, jeśli już mają dość, to czas najwyższy, żeby zagłosowali zgodnie ze swoimi przekonaniami, zgodnie ze swoim programem.
(...) Wkurza mnie ten duopol. To była jedna z motywacji, dla której poszłam do polityki. Bo wkurzała mnie Platforma Obywatelska.
Co panią wkurzało w Platformie Obywatelskiej?
Najbardziej mnie wkurzało, że to partia, która zmienia program w zależności od tego, co im wyjdzie na fokusach. I regularnie jest to samo. To samo widzimy teraz przy okazji kampanii Rafała Trzaskowskiego, który nagle zaczyna się umizgiwać do skrajnej prawicy, który opowiada różne bzdury o tym, że trzeba ukrócić świadczenia dla Ukraińców, bo nie pracują. Który wbrew swojej własnej ministrze przyłączył się do akcji przeciwko obowiązkowej edukacji zdrowotnej w szkołach.
I z tą partią jest pani w koalicji.
Tak. Niestety, bo Lewica nie ma większości. Nie może tworzyć własnego rządu. Nie ma możliwości stworzenia tego lewicowego rządu, który mógłby w pełni, w stu procentach realizować nasze postulaty.
I tutaj partia Razem, z której pani wystąpiła, ma odpowiedź: nie podoba nam się to, co robi Platforma, więc nie jesteśmy z nią w rządzie. Trwanie przy Platformie to zawód dla naszych wyborców i ludzi, którzy oczekują prosocjalnej, progresywnej polityki. Razem przedstawia przyklejanie się do liberałów jako uwiąd lewicy. Pani to ewidentnie widzi inaczej. Ale dlaczego strategia obrana przez panią miałaby być skuteczniejsza niż próba budowania asertywnej polityki względem liberałów?
Ale tę asertywną politykę względem liberałów można prowadzić w rządzie. To nie jest tak, że będąc razem w rządzie, nie można walczyć z liberałami o realizację programu.
Ja byłam przez cztery lata w opozycji i wiem, ile można zrobić w opozycji. Niewiele.
Można bardzo spektakularnie krzyczeć z mównicy różne rzeczy. To na pewno. I bardzo wygodnie się krytykuje wszystkich naokoło. To również jest bardzo przyjemne, kiedy jest się w opozycji. Nie trzeba brać odpowiedzialności, więc nikt was nie rozliczy. Super.
Tylko że myśmy wszyscy razem obiecywali, że coś dowieziemy. Wszyscy. I Partia Razem, i Nowa Lewica, i PPS. W 2023 roku obiecywaliśmy, że spróbujemy sformować rząd i że spróbujemy w tym rządzie wprowadzić te wszystkie sprawy, o których już mówiłam, dotyczące czy usług publicznych, czy mieszkań, czy praw człowieka. I w tym okropnym liberalnym rządzie, tego okropnego Donalda Tuska, udaje się krok po kroku te rzeczy wprowadzać.
„Lewica potrzebuje zmiany pokoleniowej”
Ale też wyborcy dzisiaj, a widać to w rosnących sondażach, uważają mnie za osobę wiarygodną. [Podczas spotkań – przyp.] opowiadam im wszystko to, co paniom teraz opowiadam. Mówię im, dlaczego jestem w tym rządzie, jak i co się udało w tym rządzie załatwić, jak i dlaczego nie zgadzam się ze strategią partii Razem. Bo te pytania też padają na każdym wiecu.
Na każdym wiecu pojawia się osoba, zwykle młody chłopak, który pyta: to niech mi Pani wyjaśni, dlaczego mam głosować na panią, a nie na pana Zandberga. I ja im to wszystko tłumaczę. Mówię im, że to jest decyzja, którą oni muszą podjąć. Czy chcą głosować na lewicę, która jednak nie boi się trudnych kompromisów, nie boi się trudnych porozumień po to, żeby tu i teraz wywalczyć te wszystkie sprawy, które są dla nich ważne. Na przykład też zakaz bezpłatnych staży i praktyk – to też mamy w programie i to też możemy wprowadzić w tej kadencji. Czy woli taką lewicę, która o tych wszystkich rzeczach tylko mówi? Bo to jest ten wybór.
OKO.press: A co się pani nie podoba w tej Nowej Lewicy, że nie chce pani tam wejść i po prostu do niej dołączyć formalnie?
Na razie skupiam się na tej kampanii. Mój zespół, te osoby, które ze mną odeszły [z Razem], też są bardzo mocno w kampanię zaangażowane. Natomiast na pewno jest tak też, nie ukrywam tego, że uważam, że Nowa Lewica powinna już ruszyć w kierunku zmiany pokoleniowej we władzach.
Czas najwyższy na to, żeby moje pokolenie, pokolenie 40-latków reprezentowane przez Krzyśka Gawkowskiego, czy przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, przejęło władzę w Nowej Lewicy. I myślę, że to będzie z korzyścią i dla tej partii, i dla lewicy w ogóle.
Tylko tu też pojawia się pytanie, które przewijało się wśród pytań wysyłanych przez naszych słuchaczy i odbiorczynie. Pani przedstawia to jako problem pokoleniowy, ale on trochę dotyczy tego, że w Nowej Lewicy jest wiele problematycznych osób, które są po prostu postrzegane jako politycy, którym nie zależy wcale na lewicowej polityce, tylko na stołkach i możliwości pozałatwiania swoich rzeczy. Sama pani miała z tym kłopot, bo pani kampania zaczynała się w cieniu Dariusza Wieczorka. Teraz jest sprawa Andrzeja Szejny. Dostawałyśmy pytania: dlaczego mam głosować na Magdalenę Biejat? Czy to nie jest tak, że jest tą ładną twarzą, która wprowadza do polityki właśnie takie osoby?
Po pierwsze, dlatego, że ani w przypadku Dariusza Wieczorka, ani w przypadku Andrzeja Szejny nie miałam absolutnie żadnego problemu, żeby powiedzieć, że nie zgadzam się na taki rodzaj uprawienia polityki. I że uważam, że nie powinni oni pełnić takich funkcji, skoro nie potrafią się wywiązać z odpowiedzialności, która na nich ciąży.
I dlatego, że właśnie głosowanie na mnie, to głosowanie za tą zmianą pokoleniową. To jest danie nam siły, żebyśmy do tej zmiany doprowadzili. I naprawdę uważam, że ta zmiana jest potrzebna (...)
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
10 maj 2025, 16:05
X
Głos na mnie to jasny komunikat, że domagacie się rozwiązania kryzysu mieszkaniowego. Absurdalne ceny mieszkań i kredytów niszczą marzenia milionów ludzi. Młodych nie stać na wyprowadzkę od rodziców. Pary przekładają decyzję o dziecku. Bogacą się banki, deweloperzy, spekulanci. Czas z tym skończyć.
21
2
4
3471 wyświetleń
Magdalena Biejat
10 maj 2025, 10:00 · OKO.press
Wywiad
10 maja 2025
Dzięki temu, że lewica jest w rządzie, nie została w tym roku zamrożona płaca minimalna. Dzięki temu, że jesteśmy w rządzie, została wprowadzona renta wdowia. Została teraz uchwalona przez rząd ustawa, która do 45 miliardów złotych zwiększy finansowanie mieszkań na wynajem do 2030 roku. Dzięki temu, że lewica jest w rządzie, udaje się przeprowadzić konkretne rozwiązania wspierające ludzi pracy, wspierające osoby z niepełnosprawnościami. W Ministerstwie Pracy trwają prace nad ustawą, którą składaliśmy jeszcze jako opozycja, którą ja napisałam, a która pozwoli zaliczyć do stażu pracy czas pracy na śmieciówkach, czas pracy na jednoosobowej działalności gospodarczej, na zleceniach. Bo dzisiaj jest tak, że jak się przepracowało 5 lat w gastro, a potem się dostanie etat, to te 5 lat tak jakby nie istniało. To wpływa też na nasze składki emerytalne. To są konkretne rozwiązania, które wprowadzamy krok po kroku, które poprawiają życie ludzi na co dzień. I dopóki jest szansa na to, żeby zawalczyć o aborcję, o związki partnerskie, żeby zatrzymać złe pomysły rozwalające publiczne usługi, żeby zawalczyć o skrócenie czasu pracy, o zwiększenie roli Państwowej Inspekcji Pracy, o tę mieszkaniówkę, o te wszystkie rzeczy, które obiecywaliśmy, to uważam, że jest sens istnienia Lewicy w rządzie.
To nie jest tak, że to nie było wrzucone nagle. Na początku wydawało się, że nie będzie to robione na wariata, na ostatnią chwilę wrzucane w dyskusję w czasie kampanii. A nagle ta składka wróciła. Widać było też sporo chaosu, bo jednak ministra Leszczyna najpierw była przeciwna i na dwa tygodnie to spadło z porządku obrad, potem jednak wróciło. Ja się dziwię, dlaczego ministra zdrowia w ogóle podniosła rękę za tą ustawą, bo ona jest dewastująca dla systemu ochrony zdrowia. I teraz mamy sytuację taką, że prezydent Duda to zawetował. Temat został zamknięty na czas kampanii. Uważam, że w ogóle dyskusja na temat systemu finansowania ochrony zdrowia powinna wrócić, tylko nie w logice kampanii wyborczej. My chcemy też w ramach tej dyskusji zaprezentować nasze rozwiązania. Pracujemy w tej chwili nad bardziej szczegółowymi założeniami do ustawy, która zmieniałaby finansowanie ochrony zdrowia w taki sposób, żeby przejść ze składki zdrowotnej na finansowanie z budżetu państwa.
Ta kampania jest o wielu sprawach. Jest też o lewicy, jest o programie, jest też o tym, kogo wyborcy chcą wesprzeć. Te wybory zawsze były trudne dla lewicy, dlatego, że premiują bardzo mocno duopol, w którym żyjemy. Duopol, w którym bardzo łatwo się dwóm głównym partiom politycznym – Platformie i PiS-owi – opowiada historię, że wszyscy się muszą zmobilizować, zagłosować na tego jednego silniejszego z obozu liberalnego albo z obozu konserwatywnego, przeciwko tym drugim. I moim zadaniem, zresztą nie jestem jedyna, bo wielu kandydatów, którzy są niżej w stawce, to mówi, jest przekonanie wyborców, że nie warto głosować na mniejsze zło. Że jeśli ich frustruje polityka, jeśli już mają dość, to czas najwyższy, żeby zagłosowali zgodnie ze swoimi przekonaniami, zgodnie ze swoim programem.
Najbardziej mnie wkurzało, że to partia, która zmienia program w zależności od tego, co im wyjdzie na fokusach. I regularnie jest to samo. To samo widzimy teraz przy okazji kampanii Rafała Trzaskowskiego, który nagle zaczyna się umizgiwać do skrajnej prawicy, który opowiada różne bzdury o tym, że trzeba ukrócić świadczenia dla Ukraińców, bo nie pracują. Który wbrew swojej własnej ministrze przyłączył się do akcji przeciwko obowiązkowej edukacji zdrowotnej w szkołach.
Ja byłam przez cztery lata w opozycji i wiem, ile można zrobić w opozycji. Niewiele. Można bardzo spektakularnie krzyczeć z mównicy różne rzeczy. To na pewno. I bardzo wygodnie się krytykuje wszystkich naokoło. To również jest bardzo przyjemne, kiedy jest się w opozycji. Nie trzeba brać odpowiedzialności, więc nikt was nie rozliczy. Super. Tylko że myśmy wszyscy razem obiecywali, że coś dowieziemy. Wszyscy. I Partia Razem, i Nowa Lewica, i PPS. W 2023 roku obiecywaliśmy, że spróbujemy sformować rząd i że spróbujemy w tym rządzie wprowadzić te wszystkie sprawy, o których już mówiłam, dotyczące czy usług publicznych, czy mieszkań, czy praw człowieka. I w tym okropnym liberalnym rządzie, tego okropnego Donalda Tuska, udaje się krok po kroku te rzeczy wprowadzać.
Ale też wyborcy dzisiaj, a widać to w rosnących sondażach, uważają mnie za osobę wiarygodną. Opowiadam im wszystko to, co paniom teraz opowiadam. Mówię im, dlaczego jestem w tym rządzie, jak i co się udało w tym rządzie załatwić, jak i dlaczego nie zgadzam się ze strategią partii Razem. Bo te pytania też padają na każdym wiecu. Na każdym wiecu pojawia się osoba, zwykle młody chłopak, który pyta: to niech mi Pani wyjaśni, dlaczego mam głosować na panią, a nie na pana Zandberga. I ja im to wszystko tłumaczę. Mówię im, że to jest decyzja, którą oni muszą podjąć. Czy chcą głosować na lewicę, która jednak nie boi się trudnych kompromisów, nie boi się trudnych porozumień po to, żeby tu i teraz wywalczyć te wszystkie sprawy, które są dla nich ważne. Na przykład też zakaz bezpłatnych staży i praktyk – to też mamy w programie i to też możemy wprowadzić w tej kadencji. Czy woli taką lewicę, która o tych wszystkich rzeczach tylko mówi? Bo to jest ten wybór.
Na razie skupiam się na tej kampanii. Natomiast na pewno jest tak też, nie ukrywam tego, że uważam, że Nowa Lewica powinna już ruszyć w kierunku zmiany pokoleniowej we władzach. Czas najwyższy na to, żeby moje pokolenie, pokolenie 40-latków reprezentowane przez Krzyśka Gawkowskiego, czy przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, przejęło władzę w Nowej Lewicy. I myślę, że to będzie z korzyścią i dla tej partii, i dla lewicy w ogóle.
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
28 kwi 2025, 18:57
X
Należy skończyć z wypływaniem miliardów złotych na Kościół katolicki z budżetu państwa. Te pieniądze są potrzebne tu i teraz — na ustawę o asystencji osobistej dla osób z niepełnosprawnościami. Ministerstwo Finansów mówi, że nie ma pieniędzy. Osoby z niepełnosprawnościami nie mogą być jako dorośli ludzie zależne od rodziców.
59
7
18
12,8 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
28 kwi 2025, 18:00 · Debata Super Express / kampania
Wywiad
kwiecień 2025
Nie podpiszę ustaw, które dają pieniądze podatnika bankom i deweloperom pod szyldem pomocy młodym. Od kredytu 2% ceny skoczyły. Od kredytu 0% skoczą znowu. Jedyna polityka, która działa, to budowa mieszkań na wynajem przez państwo i samorządy.
Nawrocki raz jest przeciw katastrowi, raz za. Nie rozumie kryzysu. Trzaskowski musi przestać być kandydatem, którego finansują inwestorzy z branży. Przekonałam go do tego w drugiej turze — i będę tego pilnować.
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
28 kwi 2025, 17:59
X
Mam nadzieję, że przekonam też Rafała Trzaskowskiego, żeby nie podpisywać ustaw dających dofinansowania do kredytów. To dodatkowe pieniądze z budżetu dla banków i deweloperów. Od takich projektów tylko rosną ceny mieszkań.
Po pięciu latach mojej prezydentury Polska będzie państwem, którego się nie wstydzisz - bo działa. Mam na myśli państwo prowadzące aktywną politykę mieszkaniową, rozwijające technologie cyfrowe zmieniające codzienne życie obywatela, czy prowadzące aktywną politykę klimatyczną.
Po pięciu latach mojej prezydentury Polska będzie państwem któremu ufasz - bo chroni, a nie zagraża. To państwo, gdzie kobiety nie boją się zajść w ciążę a ich prawa są w pełni respektowane. To państwo chroniące przed mobbingiem i chciwością pracodawców. To państwo, które w sporach z bankami potrafi wesprzeć ich klientów.
Po pięciu latach mojej prezydentury Polska będzie państwem, w którym widzisz przyszłość - bo się rozwija i walczy o pozycję na świecie. To państwo inwestujące w badania i rozwój, stwarzające szanse przed młodymi naukowcami. To państwo odgrywające decydujący wpływ na rozwój Unii Europejskiej, w której niezmiennie widzę naszą przyszłość. To państwo budujące elektrownie atomowe, inwestujące w OZE i w sieci przesyłowe.
Sytuacja mieszkaniowa jest w Polsce katastrofalna. Można do trzydziestki mieszkać z rodzicami albo piątką współlokatorów lub jeżeli ma się szczęście uwiązać sobie na szyi do końca życia pętlę kredytu. Tak nie może dłużej być. W Polsce brakuje 2 milionów mieszkań i chyba dla wszystkich już jest jasne, że wolny rynek kryzysu mieszkaniowego nie rozwiąże. Państwo musi wreszcie zacząć budować dostępne mieszkania w dobrym standardzie. Udało się to zrobić w Wiedniu i wielu miastach zachodniej Europy. Naprawdę, da się też w Polsce.
Chcę Polski, w której młoda dziewczyna z niezamożnej rodziny, z małego miasta, może pojechać na wymarzone studia do Gdańska, Poznania czy Krakowa. Dzisiaj za mały pokój zapłaci nawet dwa tysiące złotych w tych miastach. To jest zaporowa cena. A ja wiem, jak jej pomóc. Wynegotiowaliśmy w rządzie konkretne środki na remonty i budowę akademików. Załatwiliśmy to. I będziemy walczyć o więcej. I to jest konkret. To jest szansa na rozwój. Na życie na własnych zasadach. Dla tysięcy młodych ludzi w całej Polsce.
Musimy wreszcie przeprowadzić ustawy, które wprowadzą nie tylko legalną aborcję, ale też ochronę przed penalizacją tych, którzy pomagają w przerywaniu ciąży. Tylko, że ja chcę, żeby to wsparcie zapewniła publiczna ochrona zdrowia. Bo od tego jest państwo, żeby świadczyć usługi zdrowotne. W tym dostęp do bezpiecznej, legalnej i darmowej aborcji.
Moja propozycja to zwiększenie wpływów ze strony tych wielkich korporacji i wielkiego biznesu, żeby po równo dokładali się do naszego systemu ochrony zdrowia. To reforma ochrony zdrowia taka, żeby szpitale wreszcie dostawały uczciwe pieniądze za procedury, które przeprowadzają, żeby wreszcie skrócić kolejki, żebyście wreszcie nie czuli się państwo oszukiwani, bo płacicie składki zdrowotne, a potem musicie i tak iść do prywatnego szpitala, do prywatnej kliniki, żeby dostać się do specjalisty wtedy, kiedy tego potrzebujecie.
W tej chwili podatki w Polsce są regresywne, co oznacza, że osoby, które zarabiają najmniej, przeznaczają największy odsetek swoich dochodów na podatki. Dlatego z jednej strony należy podwyższyć kwotę wolną od podatku - moim zdaniem do 12-krotności pensji minimalnej - i jednocześnie podnieść podatki dla najlepiej zarabiających. Niezbędne jest także opodatkowanie wielkich firm międzynarodowych, nie tylko tych cyfrowych. W tej chwili ogromna liczba korporacji unika płacenia podatków w Polsce. To się musi zmienić.
Czas najwyższy, żebyśmy wprowadzili podatek cyfrowy. Podatek, nad którym pracuje w tej chwili Krzysztof Gawkowski, nasz wicepremier. Podatek, który wprowadzi pewną fundamentalną sprawiedliwość. Bo każda firma technologiczna, zwłaszcza te wielkie, powinna płacić podatki tam, gdzie generuje zysk.
Trzeba stworzyć fundusz przyszłości, wart na początek 100 miliardów złotych. Fundusz, który rzeczywiście zainwestuje w nasze polskie technologie. Kolejna sprawa to rozwój zielonej energii. Szybsze inwestycje w atom. Szybsze inwestycje w energię ze słońca i z wiatru. Po to, żeby ta energia była w Polsce wreszcie tańsza.
Nie ma lepszego patriotyzmu niż zakończenie restrukturyzacji spółki PKP Cargo, dokapitalizowanie jej. Ona potrzebuje około 3 miliardów złotych w tej chwili i postawienie na to, żeby się rozwijała, żeby transport towarowy rozwijany był przez spółkę polską.
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
12 kwi 2025, 14:27
X
Młodzi mają dość duopolu, który truje naszą politykę od 20 lat. Chcą dostępnych mieszkań, godnych praw pracowniczych, legalnej aborcji, praw osób LGBT, walki z kryzysem klimatycznym. Nie głosujcie na mniejsze ani na większe zło. Głosujcie zgodnie ze swoimi wartościami.
157
35
101
17,8 tys. wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
12 kwi 2025, 12:13
X
Wkurza mnie, kiedy czytam, że młodzi nie mają mieszkań, bo kupują kawę na mleku owsianym i rogaliki z pistacjami. Że młodym nie chce się pracować, że są roszczeniowi, bo pytają o wynagrodzenie. Mam serdecznie dość tych bzdur.
78
5
29
8180 wyświetleń
Magdalena Biejat
@MagdaBiejat
11 kwi 2025, 21:03
X
Tak, podpisałabym ustawę zakazującą sprzedaży alkoholu na stacjach, ponieważ to jest absurdalne, że w Polsce łatwiej jest czasem kupić alkohol niż leki, zwłaszcza nocą. Tu chodzi o zdrowie i życie.